AKTUALNOŚCIMiastoPowiatSportRozrywka i kulturaNaukaTurystykaNa SygnaleKącik PrasowyPrzetargi i komunikatyWybory

Daria Zawiałow. Teraz jestem kobietą /WYWIAD/

Kącik Prasowy

Po wielu latach poszukiwań znalazłam siebie, co nie jest takie oczywiste, kiedy mamy kilkanaście lat. Mamy wtedy swoje autorytety, wzorce, podoba nam się strasznie jak „ktoś coś robi”, chcemy to naśladować, być jak ten „ktoś”. Bycie sobą, czyli podążanie za własnym głosem, a najpierw odnalezienie tego głosu i poznanie siebie – kim ja tak naprawdę jestem – jest bardzo ważne, nieoczywiste i niełatwe. Mnie to zajęło wiele lat, teraz wiem kim jestem – po prostu zwyczajną Darią Zawiałow – i działam zawsze po swojemu, idę własną drogą. O nowej płycie, inspiracjach życiowych i artystycznych rozmawiamy przy okazji wydania drugiej płyty „Helsinki”.

Zapewne wszyscy pytają Cię dlaczego tytuł Twojej drugiej płyty to „Helsinki”…


Fakt, wszyscy (śmiech).


Zacznijmy więc od innej strony. Na Twojej trasie pojawiają się artyści z projektu „My Name Is New”.


Przed koncertami niektórych artystów z Kayaxu, grają młodzi początkujący artyści, debiutanci, którzy dopiero zaczynają swoją drogę. W większości są to ich pierwsze koncerty w życiu. Rozmawiałam z Jagodą Kret, która wystąpiła przed nami w Stodole – była bardzo zestresowana.


A Ty wciąż stresujesz się przed wyjściem na scenę?


Oczywiście. Myślę, że trema jest nieodłączną częścią występów, gdyby jej nie było, to weszłaby rutyna. Taka adrenalina jest super, gorsza jest zjadająca presja.


Pamiętasz swój pierwszy występ? Da się to jakoś porównać?


Pierwszy ever-ever? Miałam 3 lata i śpiewałam piosenkę z reklamy na molo w Kołobrzegu, „Pollena Rex urządza pranie, cała rodzina cieszy się” – jakoś tak to leciało (śmiech). Tego, co teraz się dzieje na koncertach, kiedy stoję przed tysiącami ludzi, nie da się porównać z niczym innym. 2 lata temu, kiedy grałam pierwszy koncert na Spring Breaku, na małej Scenie na Piętrze, graliśmy dla 100 osób. Dla mnie to były oczywiście olbrzymie emocje, cieszyłam się, że ktoś przychodzi i chce mnie posłuchać. Dzisiaj tydzień przed naszym koncertem w Stodole, dowiadujemy się, że jest on wyprzedany. Zastanawiamy się jak do tego doszło, kiedy to się w ogóle stało? To ogromne szczęście i emocje.


Dzięki Twojej ciężkiej pracy.


Tak sobie to tłumaczę, ale ciągle mnie to szokuje, że ludzie chcą przychodzić na nasze koncerty i słuchać naszej muzyki. Poza tym moja ciężka praca to jedno, a drugie to wspaniali ludzie, którzy pomagali przy całym projekcie jakim jest ''Daria Zawiałow''.


Co jest w tym takiego szokującego?


Chyba to, że ktoś mnie lubi (śmiech). To, że ludzie chcą słuchać, znają moje piosenki na pamięć. Przy premierze „A kysza!” było to moje marzenie, które – myślałam – nigdy się nie ziści. Byłam z tym pogodzona, po serii moich upadków za czasów bycia nastolatką byłam wręcz przekonana, że ten materiał przejdzie bez echa. Myślałam, że będzie to kolejna próba, ostatnia, po której będę musiała znaleźć sobie inną drogę na życie. Myślałam wtedy – jeśli to nie pójdzie – a nie pójdzie na pewno – to będę musiała pójść na studia albo gdzieś wyjechać, zająć się czymś innym. 


Twoja droga do debiutu była długa, mówisz, że dostałaś wiele kopów od życia. Czy masz jakieś rady dla debiutantów?


Mam jedną radę: po prostu szukajcie siebie, zawsze. Po wielu latach poszukiwań znalazłam siebie, co nie jest takie oczywiste, kiedy mamy kilkanaście lat. Mamy wtedy swoje autorytety, wzorce, podoba nam się strasznie jak „ktoś coś robi”, chcemy to naśladować, być jak ten „ktoś”. Bycie sobą, czyli podążanie za własnym głosem, a najpierw odnalezienie tego głosu i poznanie siebie – kim ja tak naprawdę jestem – jest bardzo ważne, nieoczywiste i niełatwe. Mi to zajęło wiele lat, teraz wiem kim jestem – po prostu zwyczajną Darią Zawiałow – i działam zawsze po swojemu, idę własną drogą. Oczywiście nie zjadłam wszystkim rozumów, jest wiele osób, które wiedzą więcej ode mnie i bardzo cenię sobie i szanuję rady innych. Natomiast zawsze decyzje, które podejmuję, idą w zgodzie ze mną i nie są narzucane. Nikogo nie chcę kopiować, nikogo nie chcę naśladować, tylko po prostu iść swoim torem.

 

Fajnie się tego słucha, słyszę, że jest to prawdziwe, a z tyłu głowy mi się włącza: ta dziewczyna nie ma jeszcze 30 lat i mówi takie rzeczy!


Ktoś mi powiedział, że jestem starą artystką w młodym ciele. Tak naprawdę jestem już po 50 (śmiech). Szybko wyleciałam z gniazda, myślę, że to mnie wiele nauczyło.


Opuściłaś dom rodzinny w wieku 15 lat.


A już wtedy inaczej myślałam, zawsze byłam „nazbyt dojrzała” jak na swój wiek. Byłam inna, nie pasowałam do swojej rodziny, byłam odmieńcem w szkole.


A jak dziś wspominasz swoje dzieciństwo? Co Ci dał Koszalin?


Bardzo trudne pytanie. Może spójrzmy nie na miasto, ale ludzi, których tam spotkałam, jak pani Ewa Turowska i jej Mini Studio Piosenki i Poezji, w którym stawiałam swoje muzyczne pierwsze kroki. Nie uczyłam się tam emisji śpiewu (jestem samoukiem), ale mogłam ćwiczyć interpretacje danej piosenki, mieliśmy ćwiczenia aktorskie, oswajaliśmy się ze sceną. Jest to bardzo ważne.


Dalej lubisz śpiewać „obce” piosenki?


Pewnie. Czym innym jest śpiewanie swoich piosenek na co dzień i móc raz na jakiś czas, w jakimś projekcie specjalnym, zmierzyć się z cudzym utworem, a czym innym jest życie z coverowania innych artystów. Kiedyś musiałam coverować, żyłam z tego. Dzisiaj nie muszę, mogę to robić czasami i dla przyjemności.


Rozmawiał: Krzysztof Zwierzchlejski
Inf: Anna Jadaś, Fundacja Legalna Kultura

REKLAMA
Tuba Redaktor

Udostępnij:


Komentarze

Brak komentarzy...

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

AKTUALNOŚCI

KALENDARZ WYDARZEŃ

6
Piątek
Grudzień 2019
Grudzień
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
252627282930
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
12345
imieniny:
Dionizji, Leontyny, Mikołaja