AKTUALNOŚCIMiastoPowiatSportRozrywka i kulturaNaukaTurystykaNa SygnaleKącik PrasowyPrzetargi i komunikatyWybory

Wywiad Legalnej Kultury: Agnieszka Holland: Kino nie może być letnie /cz.1/

Rozrywka i kultura

„Musimy coś zrobić, co by od nas zależało, zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo” – brzmi, jakże aktualna obecnie, maksyma Stanisława Wyspiańskiego przypomniana przez Agnieszkę Holland… Życie przyniosło nam ostatnio niemiłą niespodziankę w postaci groźnego wirusa. Dlatego przyłączamy się do akcji #ZOSTAŃWDOMU i kierujemy Waszą uwagę na to, na co często brakuje nam wszystkim czasu… Proponujemy nadrabianie zaległości i wirtualne spotkania ze znakomitymi twórcami.

Sztuka może być nie do końca udana, ale nie może być letnia. Musi budzić emocje. To, że filmowcy nie ustawiają luster, w których ten świat się przegląda, powoduje, że potencjalni widzowie błąkają się na manowcach pseudo-publicystyki sieciowej. O tym co ludzi boli, ciekawi, angażuje, opowiada Joannie Sławińskiej reżyserka Agnieszka Holland. 
 

Agnieszko, myśląc o Twojej wyrazistej obecności w życiu publicznym, przypomniałam sobie zdjęcie, które obiegło Internet: wybitna reżyserka stojąca naprzeciwko kordonu policji na Krakowskim Przedmieściu. Niewysoka kobieta, odgrodzona barierkami, patrzy w twarze tych funkcjonariuszy państwowych. To zdjęcie, zrobione dwa lata temu, stało się symboliczne. Dlaczego się tam znalazłaś?

To była wigilia kolejnej miesięcznicy smoleńskiej.  Znalazłam się tam przypadkiem, szłam do restauracji przy kinie Kultura na spotkanie. Okazało się, że całe Krakowskie Przedmieście jest pozagradzane. Kiedy próbowałam przejść zatrzymano mnie i bardzo sympatyczny skądinąd policjant na moje pytanie, co się dzieje, odpowiedział: „Nie wie Pani? Przecież jest ta miesiączka”. Byłam świadkiem tego, że szereg osób, które spacerowały i dotarły do tych barierek, było, często w sposób chamski, odsyłanych. Człowiek na wózku musiał objechać około 2 km, żeby dotrzeć tam, gdzie chciał. Byli cudzoziemcy, którzy kompletnie nie wiedzieli o co chodzi. Wyglądało to jak jakiś szczególny teatr. Na dokładkę gdzieś tam byli snajperzy, wyglądało to jak oblężone miasto. Tam były setki policjantów.  Zrozumiałam jak bardzo niesprawiedliwe i poniżające jest to grodzenie się władzy i zmuszanie obywateli, aby czuli się mniejsi, gorsi i podporządkowujący się tej cyklicznej ceremonii, która służyła przez wiele lat jako comiesięczne seanse nienawiści. Zapytałam policjantów czy zdają sobie sprawę z tego, że ich praca tu jest absurdalna i bronią czegoś, co właściwie nie potrzebuje obrony… albo jest nie do obrony. Przez chwilę policjanci rozmawiali ze mną. Potem pokazali się obywatele RP, którzy konsekwentnie pikietowali przeciwko tym miesięcznicom i ktoś z nich mnie sfotografował. 

A wiesz, że w Internecie ktoś lansował taką wersję, że to była ustawka?

Nie, to nie była ustawka. Zostałam niejako sprowokowana przez sytuację, pomyślałam, że dam świadectwo. Będę wyzwaniem dla tych policjantów - nie po to, żeby ich poniżyć, ale żeby się zastanowili, czego bronią. Zresztą z czasem Jarosław Kaczyński pod wpływem demonstracji comiesięcznych obywateli RP zorientował się, że to działa przeciwko i zakończył tę sprawę, budując obok paskudny dość pomnik Lecha Kaczyńskiego.

Rzeczywiście to zdjęcie miało symboliczną wymowę. Ale dla mnie sam akt stania tam również był symboliczny, czułam w tym momencie, że znajduję się naprzeciwko machiny represji, którą reprezentuje moje państwo. Myślę, że wszyscy musimy się zastanowić, jak powinniśmy się zachować wobec takiej opresji, jak ustosunkować się do władzy, która pokazała przez kolejne lata, do jakiego stopnia nie szanuje ogromnej części obywateli, połowy społeczeństwa, i używa wszelkich dostępnych tajnym i jawnym służbom środków, żeby obywateli oczerniać i inwigilować. Teraz toczy się sprawa tego hejtu w ministerstwie sprawiedliwości - nie zaskoczyło mnie to zupełnie. Nie trzeba było wiedzieć, że istnieje ta farma trolli, żeby zauważyć, że przyzwoici ludzie, którzy bronią podstawowego etosu swojego zawodu, demokracji i praworządności, są prześladowani. Stają się ofiarami szczucia i insynuacji. To może dotknąć każdego i zależy od widzimisię tej władzy.

To nie jest jeszcze władza totalitarna ani do końca autorytarna czy policyjna, ale ma cechy każdego z tych systemów. Od nas zależy to, do jakiego stopnia to akceptujemy.

Pracujesz cały czas, tworzysz filmy, a jednocześnie jesteś stale publicznie zaangażowana.

Mam taki temperament i światopogląd, że jeśli widzę w swoim otoczeniu podłość albo krzywdę, to reaguję. Oczywiście można się zamknąć w wieży z kości słoniowej i uważać, że to mnie nie dotyczy, że to co mam do powiedzenia w formie ekspresji twórczej jest tak ważne, że nie będę się babrać w tej rzeczywistości.

Część twórców, i jest to dla mnie jakoś zrozumiałe, żeby odnaleźć skupienie potrzebne do twórczości, do tworzenia rzeczy ponadczasowych, potrzebuje pewnego dystansu do rzeczywistości i nie angażuje się. Mało powstaje filmów dokumentalnych rejestrujących wydarzenia, których jesteśmy świadkami.

Mnie się wydaje, że to jest, na ogół, ucieczkowa postawa. Zresztą niezaangażowanie bardziej się opłaca - łatwiej o przychylność władz, a władza to pieniądze - niż angażowanie się.

Ale filmów nie da się robić bez pieniędzy?

Tak, oczywiście. Ale muszę przyznać, że na razie nie spotkały mnie jakieś represje ze strony władz kinematografii, więc nie chcę powiedzieć, że uprawiam jakiś rodzaj męczeństwa. Zresztą nie angażuję się w polityczny sposób. Od czasu do czasu staram się zabierać głos na temat spraw, które mnie szczególnie dotykają czy bolą albo na temat zagrożeń, które widzę. Uważam, że tego poczucia, tej wiedzy nie powinnam chować dla siebie, lecz dzielić się ze społeczeństwem, bo mam wrażenie, że jest dużo ludzi, którzy słuchają mojego głosu, potrzebują nie tylko mojej twórczości, ale i tego, żeby znać moje poglądy.

Wracając do moich kolegów, to każdy ma inny temperament, ja nikogo nie osądzam ani nie wartościuję, bo są ludzie, dla których bezpośrednie zaangażowanie polityczne jest czymś głęboko obcym. W przypadku dokumentarystów jednak wydaje mi się, że to jest nie na miejscu. Dokumentarysta ma troszkę takie powołanie jak dziennikarz - to jest ktoś, kto dokumentuje rzeczywistość. Amputowanie istotnej, głęboko wżerającej się w życie ludzi części rzeczywistości, jaką jest na przykład sytuacja polityczna, niewola czy krzywda jakiejś mniejszości, nie jest chyba słuszne. Można uciec w awangardę, w subtelną lirykę, można uważać, że prawdziwy film dokumentalny to jest pięknie zmontowany obraz przedstawiający drżenie pajęczyny w promieniach słońca. A tymczasem dzieje się coś bardzo dramatycznego.

Faktem jest trudność z dostaniem w Polsce pieniędzy od instytucji, które są do tego powołane - PISF i telewizja publiczna - na filmy dokumentalne o kontrowersyjnej, politycznej tematyce. Dokumentaliści nie decydują robić takich filmów, ponieważ nie mają na to większej szansy, chyba że zrobią to własnymi środkami albo zbierając pieniądze na forach internetowych, tak jak Tomasz Sekielski czy Konrad Szołajski.

Ale dziś można nawet kręcić aparatem telefonicznym…

Tak, ale potem to trzeba zmontować, udźwiękowić, to musi mieć taką formę, żeby komunikowało. Można zaangażować siebie, swój czas i zatrudnić, wynająć dźwiękowca. Można jeden raz zrywem zrobić coś zupełnie za darmo, ale nie na dłuższą metę, trzeba się jednak jakoś utrzymać. Moim zdaniem ludzie, którzy się tego podejmują, są swego rodzaju kamikadze, są takimi bojownikami o informację i chwała im za to. Więc zaskoczyło mnie takie, pełne poczucia wyższości, odcinanie się od nich przez mainstreamowe środowiska dokumentalistów od Sekielskiego i jego „Tylko nie mów nikomu” czy od Roberta Kowalskiego z OKO.press, czy od Szołajskiego i jego „Dobrej zmiany”. Mam na myśli to, że festiwal w Krakowie zignorował te filmy, nie robiąc na przykład jakiejś sekcji czy forum, żeby je pokazać.

Sekielski nie zgłosił filmu do Krakowa.

Tak ważny społecznie film festiwal mógł sam zaprosić na pokaz.

Film Szołajskiego nie miał najlepszych notowań jako dokument.

Ale u kogo?

Takie były także opinie recenzentów. Ja też zresztą uważam, że nie jest to najlepszy film.

Ale co to znaczy nie najlepszy film? To jest ważny film, który pokazuje pewną rzeczywistość i postawy, w taki sposób, jak żaden inny film tego nie pokazuje.

W Krakowie nagrodzono film młodego reżysera „Mój kraj taki piękny” pokazujący podzieloną Polskę, zajścia na ulicach.

Rzeczywiście ten film jest bardziej artystycznie spełniony, niż ten Szołajskiego, ale to jest szkolny, krótki film studencki. Można powiedzieć, że ta nagroda to było pewne alibi. „No, nagrodziliśmy teraz ten dokument, więc się nie odżegnujemy od tej tematyki”. Wśród ponad 200 filmów nie mogło się znaleźć miejsce na festiwalu na pokazanie innych dokumentów, które opisują aktualną, gorącą rzeczywistość? Konrad Szołajski znalazł takie bohaterki, jak ta pani „militarna”, związana z klubami Gazety Polskiej, i ta działaczka KOD-owska, zdobył ich zaufanie, zestawił je, wszedł w ich świat i opisał - to jest to, co dokumentaliści robią na świecie. Jeżeli popatrzysz na dokumenty, które dostają Oscary, to nie są to opowieści o malowniczym staruszku, który przewozi coś tam na wózku, tylko brudne, namiętne, wojenne albo socjalne dokumenty, które pokazują ciekawych ludzi często w sposób dość niechlujny.

Łapiące chwilę?

Tak, próbujące zrozumieć zmianę, która się odbywa. Żyjemy w świecie, który się nieustannie zmienia. Gdyby to nie było udokumentowane 2-3 lata temu przez Szołajskiego, to już dzisiaj tego by się nie dało udokumentować. Jest zupełnie inna sytuacja, bo te postawy się zradykalizowały, a to był ten moment, kiedy można było mówić o jakimkolwiek dialogu. Rezygnacja z tej próby uchwycenia rzeczywistości - a może to zrobić tylko film dokumentalny, dlatego że fabuła jest zbyt ociężała, zrobienie jej wymaga dużo więcej pieniędzy i czasu - to jest dezercja wobec rzeczywistości, tak mi się wydaje.

I zastanówmy się, co zostanie dla przyszłego pokolenia z tych wszystkich filmów, które robią koledzy dokumentaliści. Już po roku czy dwóch mało kto o nich pamięta. Nie mówię, żeby nie robić filmów artystycznych czy takich, które abstrahują od sfery polityki, ale jestem przekonana o potrzebie opisu rzeczywistości w tej chwili. Może się okazać, że będziemy mieć ten czas nieopisany przez filmowców.

Czy dzisiaj, tak jak było kiedyś, film ma misję?  Wierzysz w to, że film może zmieniać świadomość, zachęcać do odwagi poprzez pokazywanie takich ludzi jak dziennikarz Gareth Jones, bohater twego najnowszego filmu?

Myślę, że wpływ filmu na rzeczywistość jest ograniczony. Nie mam złudzeń, że nagle jakieś miliony się zmobilizują, bo zobaczyły film. Ale na pewno kino może mieć pewne formatywne znaczenie. Może się zdarzyć, że 10, 1000 czy 10 tysięcy osób, które obejrzą film, nagle otworzy oczy na pewien rodzaj doświadczenia czy uwewnętrznionej wiedzy o świecie. Jednocześnie krytyka i festiwale od tego się odsuwają, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Stworzyliśmy pewną bańkę pseudo-autorskich filmów - mówię pseudo, bo one bardzo rzadko wyrażają dogłębnie autora, są pewnym luksusowym produktem. To filmy, które są w pewnym sensie zamienialne, to znaczy one nie są o czymś wyjątkowym i  jeden film o inicjacji można zmienić na inny film o inicjacji, jeden film o konflikcie z ojcem można zmienić na inny. Rzadko te filmy potrząsną duszą. Ta zamienialność wpływa na niską temperaturę wokół filmu. Nie mówię o czystej komercji, która ludzi podnieca, bo jest rozrywkowa i zrobiona na ogół za duże pieniądze. Natomiast filmy artystyczne czy niekomercyjne, rzadko budzą większe emocje u widzów - z wyjątkiem zażartych kinomanów czy krytyków filmowych - jeśli nie mają wyrazistego piętna. Stąd też bierze się słaba frekwencja na tych filmach. Jestem w Europejskiej Akademii Filmowej chairwoman od 6 lat i oglądam mnóstwo tych najlepszych filmów. I muszę powiedzieć, że w każdym roku, na wyprodukowanych w Europie parę tysięcy, mamy 2-3 filmy, które mocno wryją się w pamięć. Ta ogromna produkcja jest skierowana w zasadzie do nikogo albo tylko do własnej „bańki”. To się źle skończy, jeśli tego nie zmienimy kino straci jakąkolwiek istotność.

Część druga wywiadu dostępna jest TUTAJ.

Rozmawiała Joanna Sławińska, dziennikarka Polskiego Radia
fot. R.Pałka

 

REKLAMA
Admin Admin

Udostępnij:


Komentarze

Brak komentarzy...

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

AKTUALNOŚCI

KALENDARZ WYDARZEŃ

31
Wtorek
Marzec 2020
Marzec
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
242526272829
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
12345
imieniny:
Balbiny, Kamila, Kornelii