AKTUALNOŚCINa SygnalePolicjaStraż PożarnaZdrowieStraż Miejska

Cud, w cieniu tragedii

Zdrowie

W Wielkopolskim Oddziale Oparzeń w Ostrowie od początku października lekarze walczą o życie 13-letniego Janka z Lęborka, który trafił tutaj w stanie krytycznym, po głośnym pożarze w którym poszkodowanych zostało blisko 20 osób.

REKLAMA

Do tragedii w Lęborku (woj. pomorskie) doszło w nocy z 30 września na 1 października. W wyniku podpalenia, doszło do pożaru drewnianej klatki schodowej, co odcięło drogę ewakuacji mieszkańców. Pomimo natychmiastowej akcji strażaków, aż 12 osób trafiło do szpitala, w tym 5 w stanie zagrażającym życiu. Mimo podjętych działań w szpitalu zmarła 16-letnia Agata, zaś jej 12-letni brat Janek trafił w stanie krytycznym do ostrowskiego szpitala.

- Pacjenta przywieziono do nas transportem lotniczym w stanie krytycznym z poparzeniami 90% powierzchni ciała, również gałek ocznych i dróg oddechowych – mówi dr Krzysztof Grala, kierownik ostrowskiego Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii dla Dzieci. Statystycznie tego typu rozległe poparzenia nie dają szans na przeżycie, wierzyliśmy jednak, że może nam się udać. Na dzień dzisiejszy wygląda na to, że życie dziecka udało się uratować. Jest to efekt ciężkiej pracy ostrowskich lekarzy i pielęgniarek, ale również co należy podkreślić, lekarzy ze Szpitala Klinicznego w Gdańsku gdzie dziecko w sposób perfekcyjny zostało zabezpieczone.

Młody pacjent był w stanie silnego wstrząsu oparzeniowego z poparzeniami 2 i 3 stopnia, i wymagał podjęcia intensywnej resuscytacji, dializ, ale również pracy chirurgów.

- Prawdopodobnie jest to najcięższy przypadek jeżeli chodzi o powierzchnię poparzenia jaki zdarzył się w Polsce w roku – mówi dr Witold Miaśkiewicz, kierownik Oddziału Chirurgii Dziecięcej w Ostrowie – Trzeba podkreślić, że większość stanowiły tutaj oparzenia 3 stopnia, czyli pełnej grubości skóry. Zabiegi chirurgiczne w tym przypadku podjęliśmy dość wcześnie, bo już po kilku dniach. W pierwszej kolejności należało usunąć tkanki martwicze. Niestety ze względu na skalę oparzeń trudno było skorzystać ze skóry pacjenta do przeszczepów. Musieliśmy podjąć kombinowaną terapię przeszczepami z wykorzystaniem terapii allogenicznej. Te zabiegi musiały być powielane. Równolegle prowadzone były działania mające na celu ustabilizowanie pacjenta, związane z niewydolnością wielonarządową. Na dzień dzisiejszy stan chłopca jest stabilny, choć jeszcze za wcześnie mówić, że jest to stan dobry. Wiele jednak wskazuje, że finał będzie szczęśliwy, tak dla nas jak i dla pacjenta oraz rodziny.

Warto podkreślić, że jak dotąd trwała walka o życie Janka. Kolejnym etapem będzie żmudny powrót do normalnego funkcjonowania, począwszy od najprostszych czynności ruchowych, po rehabilitację i chirurgię plastyczną. Niestety już dzisiaj wiadomo, że będzie to wymagało sporych nakładów finansowych, które nie są refundowane przez NFZ.

Jak mówi mama Janka, pani Wioletta:

- Jesteśmy bardzo wdzięczni lekarzom i pielęgniarkom za ten cud, którego dokonali. W tym pożarze straciliśmy córkę. Wiedzieliśmy też, że stan Janka jest krytyczny i byliśmy przygotowani na najgorsze. To czego dokonali lekarze, to dla nas jest cud. Dzisiaj możemy już z Jankiem rozmawiać, choć on jeszcze nie wie, że to cud że żyje. Wie że jest w szpitalu, daleko od domu. Wie, że wymaga długiego leczenia, że potrzeba na to dużo pieniędzy. Jednej nocy całe nasze dotychczasowe życie legło w gruzach. Ale trzeba żyć dalej.

Mieszkańcy Lęborka zorganizowali 11 listopada akcję charytatywną mającą na celu zebranie środków na leczenie i rehabilitację Janka. Jak podkreślają jej inicjatorzy – mają świadomość, że to kropla w morzu potrzeb rodziny, ale oni również wierzą, że potrafią sprawić cud i uda się zebrać fundusze, która umożliwią Jankowi i jego rodzinie powrót do normalności. Najmłodszy z trójki rodzeństwa 3-letni Maciej opuścił już szpital, on również wymaga jednak rehabilitacji.

Sprawca podpalenia kamienicy w Lęborku został zatrzymany przez policję. To były partner jednej z mieszkanek budynku. 18-latek przyznał się do winy, jak ustalili biegli – do pożaru doszło wskutek podpalenia szmat i plastykowych butelek w piwnicy domu. Za przestępstwo spowodowania pożaru, którego następstwem była śmierć człowieka sprawcy grozi do 12 lat więzienia.

 

REKLAMA
Darek Potasznik

Udostępnij:


Komentarze

Brak komentarzy...

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

AKTUALNOŚCI

KALENDARZ WYDARZEŃ

15
Sobota
Grudzień 2018
Grudzień
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
2627282930
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
123456
imieniny:
Celiny, Ireneusza, Niny
REKLAMA