W tym roku mija sto lat od urodzin superlotnika z Ostrowa Wielkopolskiego - Mirosława Ferića. Dziś o godzinie 16:00 w Muzuem Miasta odbędzie się otwarcie wystawy "Dywizjon 303 - w stulecie urodzin Mirosława Ferića".
Galeria zdjęć
Mirosław Ferić urodził się 17 czerwca 1915 roku w Bośni, jednak większość swojego bardzo krótkiego, bo niespełna 27-letniego życia, spędził w Ostrowie Wielkopolskim. Wrac z matką i rodzeństwem mieszkał w kamienicy przy ulicy Zdunowskiej 26 (dziś Partyzanckiej). Lubił brawurę, był żartownisiem, zawadiaką i duchem szkoły lotniczej w Dęblinie. Jednocześnie był niezrównanym asem przestworzy - pilotem Dywizjonu 30 i bohaterem Bitwy o Anglię.
Od najmłodszych lat Mika, bo tak mówili na niego rówieśnicy, zdradzał swoje przyszłe zainteresowania. Już jako brzdąc nie przejawiał najmniejszego lęku związanego z wysokością. To on wymyślał brawurowe zabawy nad ziemią, na przykład wdrapywanie się na płoty i drzewa, skakanie z szop ogrodowych. Planował, że gdy skończy szkołę średnią wstąpi do lotnictwa. Jego przyjaciel z lat szkolnych, Edward Idzior, wspomina, że gdy już trochę podrośli dużo czasu spędzali na pobliskich Piaskach, zawsze wtedy Mika ciągnął znajomych na lotnisko, aby poobserwować starty i lądowania samolotów.
Jak zaplanował, tak się stało i po szkole średniej Mika wstąpił do wojska. Często odbywał loty ćwiczebne, podczas których latał nad Ostrowem i zawsze nad Zdunowską zmniejszał wysokość, kilka razy nawracając. Wszyscy sąsiedzi wybiegali wtedy z kamienicy i machali mu.
Mirosław Ferić, wraz ze swymi dwoma przyjaciółmi, nie szczególnie skupiał się na nauce, a nawet we trzech uznawani byli za największych zawadiaków w szkole. Bardziej interesowało ich wino, kobiety i śpiew niż nauka aerodynamiki czy mechaniki. Do ich stałych numerów należało przelatywanie samolotem pod mostem, straszenie plażowiczek nad Wisłą, płoszenie koni - jednak latali tak, że na wszelkie wybryki przymykano oko. W rezultacie Ferić ukończył szkołę na przedostatniej pozycji i dostał promocję na podporucznika pilota ze specjalnością pilot myśliwski.
Mirosław Ferić walczył od pierwszych dni wojny, najpierw broniąc Warszawy. Jednak ten nierówny pojedynek nie trwał długo i już 3 września niemiecki samolot podziurawił kulami jego maszynę i dosłownie odstrzelił mu drążek sterowy. Gdy samolot zaczął spadać, Ferić próbował wyskoczyć, ale rosnąca siła odśrodkowa wbiła go w fotel. W rezultacie udało mu się wydostać i całe zdarzenie skończyło się na siniakach i drobnej kontuzji krzyża. W połowie września został ewakuowany do Rumunii, skąd uciekł do Francji, a w 1940 roku przedostał się do Wielkiej Brytanii. W swoim dzienniku pisał:
- Wiemy, że sporo z nas zginie, lecz cóż z tego - nie ma po co żyć, jeśli nie ma Tej. I dla Niej robimy wszystko, nie dla sławy, tylu a tylu zestrzeleń, nie dla Francuzów czy Anglików, ale dla Niej.
W Wielkiej Brytanii, Ferić został przydzielony do nowo tworzonego Dywizjonu 303, który wszedł do Bitwy o Anglię 31 sierpnia 1940 roku. Podczas pięciu tygodniu, zaliczono mu siedem pewnych zestrzeleń i jedno prawdopodobne i 18 września został odznaczony przez Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari. Za swoje zasługi otrzymał także brytyjski Distinguished Flying Cross i dwukrotnie Krzyż Walecznych. Po krótkiej przerwie, wrócił do walk w styczniu 1941 roku i latał na zadania bojowe nad kanał La Manche i nad Francję. 3 maja 1941 został awansowany na stopień porucznika pilota.
W pochmurny poranek, 14 lutego 1942 roku, Mirosław Ferić wystartował z lotniska wyremontowaną maszyną na zwyczajny lot testowy. W pewnym momencie od myśliwca oderwał się element skrzydła i uderzył w ogon. Ferić próbował wyskoczyć ze spadającego samolotu, ale nie zdążył wyplątać się z pasów bezpieczeństwa. Jego towarzysze patrzyli jak maszyna spada z rykiem i z hukiem wbija się w pas startowy. Mirosława Fericia pochowano na cmentarzu Northwood i pośmiertnie przyznano mu stopień kapitana. Jego nazwisko zostało wpisane do Księgi Pamiątkowej pilotów, którzy ocalili Anglię. Według oficjalnych dokumentów plasuje się w pierwszej dziesiątce polskich pilotów myśliwskich II wojny światowej.
Przez cały czas wojny Mirosław Ferić prowadził dziennik, w którym utrwalał własne myśli, uczucia i poczynania. Z czasem zaczął prosić o wpisy kolegów pilotów, którzy początkowo niechętnie odnosili się do tego pomysłu. Jednak Ferić był nieubłagany i wciąż namawiał ich do tego - po jego śmierci już bez szermania dokonywali wpisów w dzienniku, który przekształcił sie w "Kronikę Dywizjonu 303". Zainspirowała ona Arkadego Fiedlera do napisania książki pod tym samym tytułem.
Mirosław Ferić patronuje jednej z ostrowskich szkół - Szkole Podstawowej numer 11 - i ulicy, a w gimnazjum, do którego chodził wisi jego portret.
źródło: Nasza Historia, styczeń 2015
Komentarze
Zostaw komentarz