AKTUALNOŚCIMiastoPowiatSportRozrywka i kulturaNaukaTurystykaNa SygnaleKącik PrasowyPrzetargi i komunikatyWybory

Jacek Malik: „Naklejka fotografa rodzinnego bardzo mi odpowiada”

Kącik Prasowy

Spotkaliśmy się w 2017 roku na kanwie pomysłu, by spisać fascynujące dzieje rodziny Malików. Jacek z dużą swobodą opowiadał historię swoich dziadków, rodziców, swoją i brata. Wspomniał też o najmłodszym pokoleniu Malików. Rodziny, dla której wspólnym mianownikiem jest znane wszystkim mieszkańcom Ostrowa Foto Studio Malik. Jedyna taka rodzinna firma zlokalizowana od blisko 90 lat w tym samym miejscu, w kamienicy przy ulicy Kolejowej 30.

Kończąc naszą rozmowę Jacek stwierdził, że aby rzecz zrobić solidnie, muszę jeszcze odbyć podobną rozmowę z Jego ojcem. Pęd życia porwał ów pomysł w swe odmęty i do rozmowy z Panem Zygmuntem nie doszło. Wiadomość o śmierci Jacka skłoniła mnie jednak, by sięgnąć po naszą rozmowę i opublikować tą rodzinną opowieść. Przekonałem się przy okazji jak obszernego materiału mi Jacek dostarczył. Wydaje się uzasadnionym, by w obecnej sytuacji zaniechać chronologii i rozpocząć to opowiadanie od osoby jej narratora.

Darek Potasznik: Czas opowiedzieć o sobie.

Jacek Malik: No właśnie co ze mną?! W momencie gdy zdałem maturę powiedziałem rodzicom: „No to do widzenia, tyle mnie zobaczycie”. Miałem o tyle fajnie, że zostałem przyjęty do Poznania na filologię germańską bez egzaminu wstępnego. W liceum bardzo intensywnie i mocno uczyłem się i bardzo dobrze się nauczyłem języka niemieckiego. Do tego stopnia, że wygrywałem wszystkie olimpiady, również na szczeblu centralnym. Maturę zdałem z marszu, z uśmiechem na ustach, bez stresu i bez nerwów. Tym bardziej na luzie, że podchodząc do egzaminu maturalnego już wiedziałem, że mam wstęp bez egzaminu na wyższą uczelnię, a i nauczyciele byli ze mnie dumni, cała szkoła się z tego cieszyła.

Kiedy już zdałem tą maturę i przyszedł październik to wyjechałem do Poznania na studia i pierwszy raz do rodziców przyjechałem na Boże Narodzenie. Tak bardzo chciałem uciec z tego miejsca i nie chciałem tutaj wracać. W ogóle nie myślałem, że kiedykolwiek tu wrócę, tak bardzo mi się podobało życie w Poznaniu, studiowanie na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, no i wraz z rozpoczęciem studiów rozpocząłem podróżowanie. W trakcie tej mojej przygody z podróżowaniem zwiedziłem i zjechałem wzdłuż i wszerz całą Europę. Podróżowałem na najprzeróżniejsze sposoby. Najczęściej próbowałam gdzieś się dostać do jakiegoś kraju, by zaczepić się do pracy i zostać tam dłużej nieco niż tylko miesiąc. No i tak mi się to fajnie udawało, głównie dzięki znajomością języka niemieckiego, później doszedł do tego język angielski. Tak naprawdę, to w ogóle nie widziałem swojej przyszłości z fotografią, a już tym bardziej z tym biznesem rodzinnym i z ewentualnym powrotem do Ostrowa. Rodzice też jakoś mnie nie przymuszali tym bardziej, że mój starszy brat już w tym kierunku podążył. Ja miałem wybór. Mogłem skończyć studia i zostać nauczycielem języka niemieckiego. Jednak bardzo dużo do myślenia dały mi praktyki pedagogiczne, które musiałem odbywać w szkołach. Uświadomiły mi one, że na pewno nie chcę być nauczycielem, a nawet nie mogę być nauczycielem, bo się w ogóle się do tego nie nadaję. Przyznam się szczerze, że skończyłem filologię germańską, ale nigdy nikogo nie nauczyłem języka niemieckiego, ani nawet nie próbowałem nauczyć.

Zacząłem więc myśleć o fotografowaniu i zacząłem myśleć o robieniu zdjęć, choć może niekoniecznie w taki sposób jak przez lata robili to moi rodzice. Bo przyznam, że nie podobało mi się to ich życie pełne wyrzeczeń, nerwów, stresu, ciągłej gonitwy i ciężkiej pracy. Skończyłem więc studia i wróciłem do Ostrowa. Ale jeszcze na studiach zacząłem robić dużo fotografii. Ktoś by to nazwał fotografią reklamową, ale ja to nazwałem fotografią przemysłową. Był to początek lat 90-tych. W Ostrowie wtedy istniał jeszcze Spomasz, istniało ZNTK, ZAP i to były duże prężnie działające wówczas firmy, które potrzebowały co chwilę specjalistycznych fotografii. I tak nawiązałem z nimi współpracę, a oni przez wiele lat wysyłali mnie po całej Polsce. Jeździłem i robiłem zdjęcia dokumentacyjne różnych elektrowni, instalacji, różnych skomplikowanych urządzeń. Stałem się zatem takim nadwornym fotografem paru wielkich prężnie działających ostrowskich firm. Powiem szczerze, że całkiem dobrze mi z tym było. Otworzyłem studio fotografii technicznej w biurowcu na Żółkiewskiego przy ZAP-ie. To była fajna lokalizacja, bo tam była winda towarowa, więc przywożono mi różne 300-kilgramowe walce, czy też inne urządzenia i mogłem je tam fotografować. Chyba przez 10 lat prowadziłem tą działalność, aż do momentu kiedy te firmy zaczęły się kończyć. Zbiegło się to z momentem, kiedy mój brat postanowił przenieść się do Kalisza i wówczas wszyscy rodzinnie zaczęliśmy myśleć co dalej.

Moi rodzice potrzebowali jakiegoś mocnego wsparcia. Początek lat dwutysięcznych to czas kiedy na ostro weszła na rynek fotografia cyfrowa, z którą moi rodzice w ogóle sobie nie poradzili, czy też raczej nie chcieli sobie poradzić. Tata mi kiedyś szczerze powiedział, że on już jest za stary żeby się uczyć czegoś zupełnie nowego. Bo dla niego fotografowanie aparatem cyfrowym, czy też obróbka zdjęć na komputerze to była czarna magia i po prostu nie chciał się tego uczyć.

Zacząłem więc wyjeżdżać do Niemiec do różnych szkół fotograficznych na różne ciekawe kursy i w ten sposób zacząłem swego rodzaju edukację praktyczną. Nie przy pomocy jednej szkoły, ale przy pomocy najróżniejszych seminariów, warsztatów, kursów fotograficznych, głównie w Niemczech i Holandii. Muszę wspomnieć, że w 1992 roku ożeniłem się z ostrowianką, więc był to kolejny powód, żeby już na stałe pozostać w Ostrowie i w tym samym roku rozpocząłem też moją działalność związaną z nazwijmy to „fotografią ślubną”. Ale od samego początku miałem na to inne spojrzenie, inny pomysł. I to chyba właśnie my w znacznej mierze rozpoczęliśmy ten trend w Ostrowie i nie tylko w Ostrowie, żeby zabierać parę młodą w plener. Zaczęliśmy robić zdjęcia na łące, w parku, w starej stodole, w opuszczonej fabryce, na moście, na torach kolejowych. Pomysłów było i jest sporo. I to się zaczęło ludziom bardzo podobać i dzięki temu zyskiwaliśmy coraz więcej klientów. Później jakoś tak automatycznie przyszła moda, nad czym ja aż tak nie pracowałem, że fotograf jest potrzebny w dniu ślubu. Teraz jest tak, że najwięcej ślubnych zdjęć wykonujemy właśnie w dniu ślubu, że towarzyszymy młodej parze od domu panny młodej, aż po przyjęcie weselne do 1 czy 2 w nocy. No ale może to tyle o fotografii ślubnej, bo tak naprawdę nie chciałbym być z tym identyfikowany i mieć przyklejoną łatkę „Jacek Malik - fotograf ślubny”. Bo my tak naprawdę robimy dużo innych rzeczy.

Żeby zatem dokończyć jeszcze historię moich rodziców. Tak jak już wspomniałem rodzice „poddali się” w obliczu fotografii cyfrowej, a zbiegło się to idealnie z osiągnięciem przez nich ustawowego wieku emerytalnego. W roku 2004 rodzice postanowili przekazać mi swoją firmę. Jak już wspominałem, mój starszy brat przeniósł się do Kalisza i odniósł tam gigantyczny sukces, więc nie miał nic przeciwko temu. Mało tego do dzisiaj doskonale się dogadujemy, ale też mocno współpracujemy. U nas w Ostrowie jest prowadzone samo studio fotograficzne i nie mamy tu żadnego laboratorium, nie mamy żadnych urządzeń do obróbki, drukowania, powiększania zdjęć i tak dalej. Z kolei mój brat ma to wszystko i to wysokiej klasy. W związku z tym wszystko co tutaj jest fotografowane, obrabiane jest w laboratorium mojego brata. W ten sposób i on korzysta pośrednio z działalności naszego ostrowskiego studia, które od 2004 roku prowadzimy tutaj wraz z małżonką. Myślę że z jakimiś tam sukcesami. Bo dopóki klienci są zadowoleni, to jest to sukces.

I tak okres lata, jak już wspominałem, to przede wszystkim fotografia ślubna. Wówczas z tego żyjemy i w zasadzie tylko tym się zajmujemy. W Polsce zrobiła się taka moda, że wszyscy teraz biorą ślub kiedy jest ciepło, czyli od kwietnia do września, góra do października. Kiedyś tego nie było. Ale jeszcze wraz z rodzicami w 90- czy 92 roku też zajmowaliśmy się różnymi innymi rzeczami. Od zawsze robiliśmy dużo fotografii mody dla firmy odzieżowych, ostrowskich i nie tylko ostrowskich – różne kolekcje do katalogów mody. Natomiast od ponad 15 lat wraz z żoną zajmujemy się też czymś co nazwaliśmy „fotografią hotelarską”. Jeździmy po całej Polsce i wykonujemy serwis fotograficzny dla hoteli, restauracji, kompleksów wypoczynkowych i tak dalej. Przy czym robimy to bardziej przez jesień, czy zimę, kiedy nie ma tak dużo pracy związanej z działalnością tutaj w studio.

Mówiłem już o fotografii przemysłowej, ślubnej, hotelarskiej. Natomiast nie wspomniałem jeszcze o fotografii dziecięcej. To jest coś co moi rodzice też robili, ale wówczas było tego niewiele. Natomiast w tej chwili jest to istne szaleństwo. Przyszedł taki moment, że ludzie zaczęli chyba doceniać to, żeby mieć w domu na półce albo na ścianie ładne zdjęcie swojego dziecka, że już to zdjęcie zrobione swoim aparatem nie wystarcza. I dzięki temu mamy spore obłożenie jeśli chodzi o takie sesje dziecięce, czy też sesje rodzinne. Sesje rodzinne, to jeszcze inny rozdział. Najczęściej przy jakieś okazji rodzinnej typu 50-lecie ślubu, 70 urodziny dziadka, czy innej pojawia się myśl – pojedźmy do fotografa, zróbmy sobie zdjęcie rodzinne. Mamy sporo takich rodzin bardzo z nami zżytych od wielu lat. Są i takie, gdzie uczestniczymy we wszystkich możliwych uroczystościach rodzinnych. Nie będę rzecz jasna wymieniał nazwisk, ale jest parę takich rodzin, które mamy przyjemność obsługiwać od wielu lat. Jest nam niezmiernie miło gdy jedziemy z moją żoną, bo często takie reportaże robimy we dwie osoby, na przyjęcie z okazji chrztu kolejnego dziecka, czy komunii. Często jesteśmy wręcz zapraszani i mile widziani jako goście. Siedzimy przy jednym stole i oprócz tego, że robimy zdjęcia, to po prostu wspólnie biesiadujemy. Jeśli zatem jest jakaś naklejka, którą nam się przypisuje, to naklejka „fotografa rodzinnego” bardzo mi odpowiada i jest mi z tym dobrze.

Wiele relacji zleceniodawca – zleceniobiorca z czasem przekształciło się w relacje towarzyskie, czy też po prostu znajomość. To duża satysfakcja i bardzo się z tego cieszę.

/rozmowę przeprowadzono w czerwcu 2017, ciąg dalszy nastąpi/

REKLAMA
Darek Potasznik

Udostępnij:


Komentarze

Brak komentarzy...

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

AKTUALNOŚCI

KALENDARZ WYDARZEŃ

20
Poniedziałek
Styczeń 2020
Styczeń
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
3031
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
12
imieniny:
Fabioli, Miły, Sebastiana